Grudzień 4, 2015
Drukuj

Prawo w Szczecinie. ROLNICTWO

„Prawo jest niespójne. Widzimy to między innymi w kodeksie cywilnym, w kodeksie karnym, ustawach określających zadania Agencji Nieruchomości Rolnych. Stąd aresztowania pyrzyckich rolników. W moim przekonaniu prokurator opiera się na zapisach kodeksu karnego, który odbiega swoimi zapisami od zapisów ustaw…” (…) Szczecin. „To nie jest metropolia, która tętni życiem i nadaje kierunki, wpływa na rytm życia regionu. Taka jest smutna prawda.” O potrzebie dialogu z miastem i uniwersytetami z Janem Białkowskim, jednym z liderów NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”, rozmawia Sebastian Sahajdak.

S. Sahajdak: Rolnicy – właściciele gospodarstw rodzinnych. Dzieci, rodzice, wnuki. Wspólnota, także w wymiarze gospodarczym. Nie jesteście „pieśnią przeszłości”? Czy społeczeństwo nie dokłada do was? Może to zabrzmiało zbyt ostro, ale przeciwnicy rolniczych gospodarstw rodzinnych podkreślają wręcz, że przyszłość należy do rolnictwa przemysłowego.

J. Białkowski: Wyniki standardowe uzyskiwane przez gospodarstwa rolne uczestniczące w polskim FADN (System Zbierania i Wykorzystywania Danych Rachunkowych z Gospodarstw Rolnych) wskazują, że duże, sprawnie ekonomicznie gospodarstwa rodzinne osiągają najwyższą produkcyjność ziemi (dop. czyli wartość produkcji przypadającą na 1 ha użytków rolnych). Takie gospodarstwa można rozwijać na Pomorzu Zachodnim. Tymczasem w wielkich wsiach funkcjonują jedno, dwa, trzy gospodarstwa rolne. Grunty dookoła tych miejscowości uprawiają korporacje. Ludzie wyjeżdżają. Szukają pracy za granicą. Praktycznie obszary wiejskie umierają. Poza tym rolnicy, właściciele gospodarstw rodzinnych, zostali pozbawieni możliwości sprzedaży swoich produktów. Wszystko przejęły zachodnie korporacje. Zaopatrują gospodarstwa w środki produkcji, skupują płody rolne. Praktycznie dyktują ile rolnik może zarobić. W każdej chwili mogą rolnikowi, mówiąc symbolicznie, wyłączyć światło. Stąd między innymi rolnicze protesty. Z jednej strony otrzymujemy dopłaty, z drugiej – jesteśmy wyrzuceni poza system. Czy na tym ma polegać gospodarcza polityka państwa?

Co do rolnictwa przemysłowego. Przykładowo. Zdaniem red. Joanny Solskiej, duże spółki „to najlepsze, najbardziej efektywne przedsiębiorstwa rolne. To one, a nie drobni chłopi, nas żywią i bronią skutecznie, konkurując z farmerami unijnymi” (Zobacz: „Rzucanie ziemią”). Tezy o „żywiących i broniących” spółkach autorka nie poparła żadnymi dowodami. Niech spróbuje zlikwidować małe gospodarstwa rolne, na przykład w centralnej Polsce, to świat, w którym głosi swoje tezy, runie natychmiast. Wróćmy na Pomorze Zachodnie. Duże spółki, obecnie głównie z kapitałem obcym, rzeczywiście prowadzą produkcję bardzo zaawansowaną technologicznie, ale bardzo uproszczoną. W zdecydowanej większości ograniczoną do produkcji roślinnej (zboża, rzepak, kukurydza) i zatrudniają niewielu pracowników, przeciętnie około dwóch osób na 1000 ha. Sytuacja ta jest jedną z przyczyn bardzo wysokiego bezrobocia na obszarach typowo rolniczych województwa zachodniopomorskiego. Statystycznie mamy rolnictwo nowoczesne technologicznie, ale wydajność już niekoniecznie jest wielka. Wartość produkcji z hektara w Zachodniopomorskiem mamy najniższą w kraju. Około 1300 zł niższą od średniej krajowej. Mówimy o ogromnych stratach dla gospodarki regionu.

Jeśli ktoś widzi polskich rolników i polską wieś przez pryzmat dopłat z Unii Europejskiej czy KRUS, to nigdy nie zrozumie sensu bezpieczeństwa żywnościowego państwa. Poza tym, to z czym mamy dziś do czynienia, to wolny rynek, który nakłada się na rzeczywistość kształtowaną przez dziesięciolecia. Rzeczywistość po PGR-ach nie zniknęła w „koszu na pulpicie”. Oczywiście, wszystko możemy sprowadzić do logiki kontenera. Przypłynie z tanią żywnością zamówioną przez Internet… To tak nie działa. Na pewno wolny rynek nie opiera się na bierności i niszczeniu własnego potencjału – wiemy to lepiej od instytucji państwowych i polityków. Dlatego ostatnie trzy lata spędziliśmy, protestując. Oczekując między innymi rozwiązań prawnych.

Poza tym Organizacja Narodów Zjednoczonych podkreśla ogromną rolę gospodarstw rodzinnych w wyżywieniu ludności, funkcjonowaniu łańcucha żywnościowego oraz ochronie zasobów naturalnych i bioróżnorodności na świecie. W strukturze polskiego rolnictwa gospodarstwa rodzinne mają bezsprzecznie kluczowe znaczenie. Stanowią one najliczniejszą grupę gospodarstw rolnych w naszym kraju, a ich kondycja przekłada się na konkurencyjność całego sektora agrobiznesu. (Zobacz). Mało tego. „Spychanie z ziemi” rolników przez duże przedsiębiorstwa rolne jest sprzeczne z celami Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej, które zakładają między innymi zwiększenie wydajności rolnictwa przez wspieranie postępu technicznego, ale również optymalne wykorzystanie czynników produkcji, zwłaszcza siły roboczej. Należy podkreślić, że zgodnie z założeniami WPR, podstawową jednostką produkcyjną jest gospodarstwo rodzinne, a instrumenty WPR powinny być nakierowane na wsparcie ich możliwości produkcyjnych i konkurencyjności. Zamiast w Polsce tworzyć warunki do rozwoju, trzyma się ludzi na ulicy.

Protest Szczecin 2013 04

Trzyletnia czynna akcja protestacyjna. Traktory na ulicach Szczecina. Protest na przełomie 2012 i 2013 roku trwał 77 dni. Następnie 129-dniowy protest przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie. Rozmowy z rządem RP. Ciągłe wyjazdy na posiedzenia komisji sejmowych. Wpisanie się z postulatami w wybory prezydenckie i parlamentarne. Na dwa tygodnie przed wyborami do Sejmu i Senatu RP (2015), dochodzi do aresztowań pyrzyckich rolników. Opinia publiczna dowiaduje się, że mamy do czynienia z „zorganizowaną grupą przestępczą”. Rolnicy nie odpuszczają. Protestują przed siedzibą Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Wykrzykują nazwiska aresztowanych pod bramą Aresztu Śledczego w Szczecinie. Modlą się. Budzący niepokój i sprzeciw obraz (Zobacz film).

O co to wszystko? Pan Julian w Wielkiej Brytanii, na skraju swojego pola przy drodze ma stoisko (Zobacz stoisko/film: czas od 2:35). Każdy kto chce może kupić u niego płody rolne. Robi to na swoją odpowiedzialność. Jeśli się rozchoruje, to wie, że kupił u pana Juliana. Problemową sytuację rozwiązuje klient i producent żywności. W Polsce jakbyśmy postawili takie stoisko, to zaraz pojawi się sanepid, weterynaria… Prawo wspólnotowe mówi wyraźnie, że każde państwo w zakresie sprzedaży bezpośredniej powinno stworzyć własne przepisy. W ten obszar Unia Europejska nie ingeruje. W Polsce rolnik, właściciel na przykład małego gospodarstwa rolnego, musi mieć prawo sprzedaży swoich produktów bezpośrednio konsumentowi czy właścicielowi miejscowego sklepiku. O to między innymi walczymy. Wielu urzędników i polityków w Polsce tego nie rozumie. Dopiero za sprawą rolniczych protestów na problem zwróciła uwagę opinia publiczna. W Polsce obowiązują takie przepisy weterynaryjne, które praktycznie wykluczają możliwość takiej produkcji. Czegoś takiego nie ma w żadnym kraju Unii Europejskiej.

Nie protestujemy na ulicach dlatego, że oczekujemy pomocy. Potrzebujemy współpracy. Jasnych zasad. Czytelnego prawa w wielu obszarach naszego życia. W obszarach gospodarowania gruntami rolnymi, sprzedaży bezpośredniej w gospodarstwach i z gospodarstw, o których wspominam wcześniej. Regulacji wymaga prawo w zakresie ubezpieczeń płodów rolnych czy upraw. Chcemy ustalić zasady naszego udziału w dialogu społecznym na poziomie państwa. Tym czasem ważne dla nas sprawy traktuje się doraźnie. Zbliżają się wybory, więc trzeba coś zrobić aby pozyskać głosy. W 2011 roku przyjęto ustawę o ustroju rolnym, według mnie nieszczęsną. Tak samo było w 2015 roku. Parlament, w okresie wyborczym, demolując proces legislacyjny, przyjmował zmiany w zapisach wielu ustaw, które miały wpłynąć na utrzymanie poparcia społecznego. Problemów do dziś nie rozwiązano.

Generalnie mówiąc, obszar rolnictwa jest nieuregulowany. Prawo jest niespójne. Widzimy to między innymi w kodeksie cywilnym, w kodeksie karnym, ustawach określających zadania Agencji Nieruchomości Rolnych. Stąd aresztowania pyrzyckich rolników. W moim przekonaniu prokurator opiera się na zapisach kodeksu karnego, który odbiega swoimi zapisami od zapisów ustaw o kształtowaniu ustroju rolnego i gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi. Już nie mówię o umocowaniu prawnym porozumień podpisywanych przez nas, czyli protestujących rolników z Ministrem Rolnictwa i Rozwoju Wsi. To wszystko jest niespójne.

Na tym etapie naszej rozmowy przydałaby się pauza. Czy to nie jest przerysowanie rzeczywistości w kierunku postrzegania świata przez pryzmat szklanki niewypełnionej do połowy? Wiadomo jednak, że do połowy jest wypełniona…

Mogłaby być wypełniona przynajmniej do trzech czwartych. Poszukajmy w takim razie pozytywnych rozwiązań. Rolnicze związki zawodowe mają prawo do protestu, prawo do dialogu, tylko że te prawa nie są respektowane. To jest tylko zapis. Często nie ma woli politycznej. Doskonale pamiętam rok 1998. Powstaje województwo zachodniopomorskie. Dla rolniczego świata to czas protestów. Sytuacja była dramatyczna. Efekt nadmiernego importu zboża z krajów Wspólnoty Europejskiej, do której przystąpiliśmy w 2004 roku. Jednym z naszych postulatów było właśnie utworzenie płaszczyzny dialogu, żebyśmy nie musieli ciągle wychodzić na drogi. Pojawiła się propozycja utworzenia Zespołu Konsultacyjnego ds. Rolnictwa przy Wojewodzie Zachodniopomorskim i Marszałku Województwa. Udało nam się wypracować ramy współpracy. Przez dwa lata, do 2001 roku, zespół przynosił konkretne efekty. Rozwiązaliśmy między innymi problem cukrowni, wyłączania gruntów na rzecz powiększenia rodzinnych gospodarstw rolnych. Opracowaliśmy model optymalnego gospodarstwa rolnego na Pomorzu Zachodnim. Jest to praktyczny przykład ukazujący, jak ta płaszczyzna dialogu powinna działać. To był chyba jedyny przypadek, kiedy udało się zebrać przy jednym stole wojewodę, marszałka, agencje rządowe i praktycznie wszystkie związki zawodowe. Niemała w tym zasługa Władysława Lisewskiego, Wojewody Zachodniopomorskiego w latach 1999-2001.

Czy przedstawiciele szczecińskiego środowiska akademickiego uczestniczyli w pracach zespołu?

Nie. Nie uczestniczyli w pracach zespołu. Szkoda.

Spotkałem się z opinią, że naukowcy muszą mieć postawioną jasną granicę pomiędzy światem nauki a światem praktyki. Inaczej ich rozwój zakończy się na poziomie doktoratu. Rynek, gospodarka ich „wchłonie”. Jednym zdaniem, lepiej zachować dystans.

W Szczecinie była organizowana konferencja pn. „Polska wielki projekt”. Wziąłem w niej udział. Uczestniczyli w niej eksperci z różnych dziedzin z kraju i nasi miejscowi eksperci. Ku mojemu zażenowaniu, nasi miejscowi eksperci, ci z mojego obszaru, jakby nie czuli w ogóle problemu. Nie wiedzieli co się dzieje. Dyskutowano, między innymi, o problemie gospodarowania gruntami rolnymi, o rolniczych protestach w Zachodniopomorskiem. Ludzie z zewnątrz byli lepiej zorientowani niż ci zajmujący się nauką w obszarze rolnictwa na miejscu. Profesorowie z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie w ogóle nie rozumieli problemu, z jakim mamy w regionie do czynienia. Jego skutków dla rozwoju regionu. To jest zupełne oderwanie od rzeczywistości. Przykro mi to mówić, jestem absolwentem Akademii Rolniczej w Szczecinie, ale dziś w Szczecinie jesteśmy na poziomie lat siedemdziesiątych. Nauka w rolnictwie poszła tutaj swoim torem. Problemy życia codziennego, w tym rozwoju gospodarczego, nie mają w ogóle żadnego wpływu na pracę uniwersytetu. Bez dialogu, bez współpracy z otoczeniem nie będzie rozwoju nauki w Szczecinie.

Więc jakie zadanie należałoby postawić przed uniwersytetem w obszarze rolnictwa?

Dla mnie uniwersytet powinien być czymś takim jak mózg. Czujemy jakieś bodźce. Sygnał wysyłany jest do mózgu. Mózg wysyła receptę, jak się zachować w tej sytuacji. Tak samo powinna wyglądać nasza relacja ze światem akademickim. W życiu gospodarczym, w obszarze rolnictwa, mamy do czynienia z różnymi zjawiskami, na które my jako rolnicy nie jesteśmy w stanie znaleźć sami odpowiedzi. Wydaje mi się, że uczelnie powinny pełnić taką rolę, że my mamy z nimi kontakt, wysyłamy do uczelni informacje o jakimś problemie, naukowcy reagują. Oprócz informacji zwrotnych możemy dyskutować. Bez akademików niemożliwe będzie działanie na poziomie, o którym wspominałem przy okazji Zespołu Konsultacyjnego ds. Rolnictwa przy Wojewodzie Zachodniopomorskim i Marszałku Województwa. Rolą uniwersytetu, moim zdaniem, powinna być pomoc w odnalezieniu recepty. Jak się w tej sytuacji zachować? Jakie kroki podjąć? Jakie są zasady działania? W tej chwili tego kontaktu nie ma. Uczelnie działają w oderwaniu od praktyki. Potrzebujemy pola konsultacji, pola wsparcia. Strona społeczna musi prowadzić dialog z nauką. Tak, aby nauka podpowiadała pewne rozwiązania.

Gdyby udało się stworzyć ścieżkę konsultacji. Przecież niekoniecznie rozwiązania proponowane przez nas, czy też działania podmiotów gospodarczych, partii politycznych i instytucji państwowych są właściwe. A przecież działania wszystkich podmiotów muszą być ostatecznie spójne i brać pod uwagę aktualnie obowiązujące rozwiązania prawne. W takim układzie, który jest możliwy przy zaangażowaniu naukowców, parlamentarzyści byliby uzbrojeni w ekspertyzy czy sugestie przynajmniej z informacją w jakim kierunku miałoby to iść. Całość związana byłaby z osiągnięciem kompromisu wypracowanego w efekcie prowadzonego dialogu. Liczylibyśmy na pomoc w tym obszarze, w szczególności prawników.

Problem w tym, że wśród pracowników naukowych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Szczecińskiego trudno jest znaleźć specjalistę w waszej dziedzinie. W 2014 roku, z okazji Międzynarodowego Roku Rolnictwa Rodzinnego ONZ, zorganizowano w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie konferencję pn. „Ekonomiczne i prawne mechanizmy wspierania i ochrony rolnictwa rodzinnego w Polsce i innych państwach Unii Europejskiej.” Nie było tam nikogo ze szczecińskiego ośrodka naukowego ani wśród prelegentów, ani w radzie programowej. (Zobacz). Tak, jakby rolnictwo na Pomorzu Zachodnim, nie było strategicznym obszarem naszej aktywności.

To nie jest tylko problem braku relacji ze środowiskiem akademickim. Mamy do czynienia z takim, a nie innym modelem województwa. Zobaczmy co my tutaj mamy… Gospodarkę morską, której podstawą powinien być przemysł stoczniowy. Mamy dwa duże miasta na obrzeżach, a reszta to na dobrą sprawę tereny rolnicze. Tym obszarem nikt się praktycznie nie zajmuje. Znaczący obszar województwa nie ma praktycznie żadnej spójnej długofalowej polityki. Marszałek się tym nie zajmuje. Zapisy w strategiach dotyczących regionu, w obszarze rolnictwa, można zebrać na jednej stronie. Zapisy te są niespójne, wskazują co prawda niektóre problemy, ale nie ma recept jak te problemy rozwiązać.

Przecież już na poziomie strategii powinniśmy stawiać diagnozy i wskazywać kierunki rozwoju. Nie robimy tego. W mojej ocenie te wszystkie dokumenty programowe są tworzone tylko po to, aby „wyciągnąć” pieniądze. Trzeba mieć strategię, żeby ubiegać się o środki. Strategia jest, ale ona generalnie nie odpowiada na problemy, które mamy w województwie. Nie ma wizji dla tych obszarów.

Szczecinianie przywykli już do widoku traktorów na ulicach. Za sprawą rolniczych protestów, które przekładają się na zmianę prawa w kraju, Szczecin stał się bardzo ważnym ośrodkiem na rolniczej mapie Polski. Problem w tym, że miasto jest tylko tłem dla rolniczych manifestacji. O zrozumieniu i współpracy miasta i wsi ciężko mówić.

Trudno też jest mówić o tym, że Szczecin nadaje rytm, wskazuje kierunki rozwoju. To nie jest metropolia, która tętni życiem i nadaje kierunki, wpływa na rytm życia regionu. Taka jest smutna prawda. Brak jest zrozumienia i odpowiedzialności wśród elit Szczecina. Moim zdaniem, jako region, musimy wypracować sobie nową strategię gospodarczą i odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Potrzebujemy zrównoważonego modelu rozwoju gospodarczego. Chodzi o to, że obszary wiejskie muszą mieć równe szanse. Poprzednie rządy preferowały model metropolitarno-dyfuzyjny, czyli środki idą w wielkie aglomeracje, a ten dobrobyt „rozlewa się” na obszary wiejskie. W przypadku województwa zachodniopomorskiego ten model nie znajduje zastosowania. Gdzie i co ma się „rozlewać”? Nawet jeżeli, to oddziaływanie metropolii będzie wokół Szczecina i wokół Koszalina. Pozostały obszar, ten środkowy i południowo-wschodni, nie ma nic.

Zmiany w moim środowisku są ogromne. Dziś wielu rolników, wykształconych i będących właścicielami swoich warsztatów pracy, też jest elitą państwa. Z kim i gdzie mamy rozmawiać w Szczecinie? Przecież chodzi o rozmowę nie w urzędach, tylko w uniwersytetach, których zresztą większość z nas jest absolwentami. Dziś dla mojego środowiska najważniejszy jest rozwój gospodarstw rodzinnych i otoczenie ich połączoną siecią współpracy gospodarczej. To jest szansa dla rozwoju obszarów wiejskich. Musimy odzyskać dostęp do rynków. Nasz rynek wewnętrzny jest dziś „zalewany” produktami z zagranicy, wieprzowiną, wołowiną. Formalnie jest to wolny rynek, więc nie mamy możliwości ochrony. Inne kraje potrafią jednak chronić swoje rynki wewnętrzne. Jesteśmy w tej chwili, na dobrą sprawę, bezradni. Bez współpracy nie mamy szans. Z drugiej strony musimy również uczyć się tworzenia wspólnoty gospodarczej.

Przejście z etapu protestów do etapu tworzenia wspólnoty gospodarczej.

Ten proces następuje samoczynnie. Trzeba go wspierać. Stąd poszukiwanie rozwiązań, takich jak choćby współpraca ze środowiskiem akademickim. Potrzebujemy, w przestrzeni akademickiej, stołu, przy którym usiądą przedstawiciele agend rządowych, politycy, samorządowcy, urzędnicy, przedsiębiorcy, związkowcy i akademicy. Uniwersytet jest obecnie jedynym miejscem, w którym może dojść do współpracy w takim składzie. Musimy zacząć kształtować nowego człowieka. Musimy ludziom zacząć zmieniać mentalność, tak aby naturalna była dla nich współpraca i współdziałanie. Jeżeli nie przejdziemy do tworzenia wspólnot gospodarczych czy spółdzielczych, czy jakiś innych form kooperacji, to nie mamy szans na tzw. wolnym rynku. Od zagadnień prawnych do kształtowania świadomości społecznej. Jak przebudować mentalność rolników? Tak aby zechcieli współpracować ze sobą. To jest w tej chwili największa bariera. Tak, aby przestali „miętolić czapkę” i zachowywać się jak wasale. Rolnicy stali się dziś elitą społeczną. Są ludźmi wolnymi, wykształconymi, właścicielami własnych warsztatów pracy. Nie może być tak, że każdemu kto wygra wybory oddaje się hołdy. Nie o to chodzi. To jest kwestia odpowiedzialności za wspólnotę i państwo.

Ciekawe porównanie uniwersytetu do mózgu. Wspiera to co wewnątrz organizmu. Dokonuje analizy tego, co dzieje się w otoczeniu człowieka.

Uczelnie mogłyby nam pomóc w zrozumieniu tego, co dzieje się na przykład w ramach Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej. Trwają prace nad umową handlową pomiędzy USA i UE (Transatlantic Trade and Investment Partnership). Trzeba ludziom wytłumaczyć co się dzieje. Ludzie nie zdają sobie sprawy, co ich otacza, co się zmienia. Nie dają sobie rady w tej rzeczywistości natłoku informacji. Nie ma przecież jednej recepty na to, co należy robić. Przykładem może być temat genetycznie modyfikowanej żywności (GMO). To jest wielki problem. Tutaj, bez pomocy nauki, bez pomocy mediów, my sobie z tym problemem nie poradzimy. Mówimy o producentach żywności. Czy jesteśmy w stanie zaakceptować sytuację, w której na obszarach wiejskich funkcjonują kilkudziesięciotysięczne latyfundia spychające ludzi na margines życia niemal w każdym jego obszarze? My nie. Ponieważ to uderza w tę część wspólnoty, która żyje na obszarach wiejskich. Rolnictwo oparte na gospodarstwach rodzinnych na Pomorzu Zachodnim ma przyszłość. Ma sens nie tylko z punktu widzenia ekonomicznego, ale także z punktu widzenia rozwoju społeczności lokalnych. Warto podkreślać to na każdym kroku. Potrzebujemy dialogu z miastem.

Dziękuję za rozmowę.

Szczecin, 2.12.2015 r.
Foto: Anruś Kreczka

Jan Białkowski, jeden z czołowych liderów ruchu związkowego na Pomorzu Zachodnim. Rolnik. Właściciel 20-hektarowego gospodarstwa rolnego. Absolwent Akademii Rolniczej w Szczecinie. Członek Rady Krajowej NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Bliski współpracownik Edwarda Kosmala, przewodniczącego Komitetu Protestacyjnego Rolników Województwa Zachodniopomorskiego. Z tytułu działalności społecznej i pracy zawodowej uczestniczył w kilku istotnych dla rolnictwa i regionu wydarzeniach, takich jak: obrona przed upadłością Zakładów Przemysłu Ziemniaczanego Nowamyl S.A., wypracowanie optymalnego modelu gospodarstwa rolnego, utworzenie Zespołu Konsultacyjnego ds. Rolnictwa przy Wojewodzie Zachodniopomorskim i Marszałku Województwa, włączenie cukrowni zachodniopomorskich do Krajowej Spółki Cukrowej czy obrona przed wrogim przejęciem PZZ w Stoisławiu. Jan Białkowski od kilkudziesięciu lat czynnie uczestniczy w procesie stanowienia prawa w obszarze rolnictwa w Polsce. Posiada doświadczenie w pracy w administracji państwowej i w samorządzie rolniczym. Pełnił funkcję zastępcy dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska i Polityki Rolnej w Zachodniopomorskim Urzędzie Wojewódzkim (2000-2002), kierownika Biura Powiatowego w Biurze Powiatu Łobeskiego Zachodniopomorskiego Oddziału Regionalnego AR i MR (2006-2009) oraz dyrektora Biura Zachodniopomorskiej Izby Rolniczej (2010-2013). Jest autorem Karty Gospodarstw Rodzinnych http://protestrolnikow.pl/wp-content/uploads/2014/01/I-popr-KARTA-GOSPODARSTW-RODZINNYCH-23.pdf