Grudzień 3, 2015
Drukuj

Pan profesor i wspólnota. Rzecz o uniwersytecie

Uniwersytetem rządzą algorytm, profesura i partie polityczne. Efekt? W algorytmie brakuje części wzoru dla wspólnoty. Profesura, najbardziej uprzywilejowana, zamiast rozwijać społeczność akademicką niszczy jej przestrzeń. Partie polityczne i administracja reformują… Pytanie co i dla kogo?

CZĘŚĆ PIERWSZA

Wolność w praworządności. Oczywiście jest też odpowiedzialność. Możemy rozpocząć dyskusję o definiowaniu tych pojęć. Najlepiej w uniwersytetach. Problem w tym, że dzisiejsza przestrzeń uniwersytecka niewiele ma wspólnego z wolnością i praworządnością. Z odpowiedzialnością zresztą też. O dobrych obyczajach trudno nawet mówić. Dziś w centrum uwagi powinna być autonomia mistrzów a nie uniwersytetów czy administratorów.

Musimy odnaleźć uniwersytet w polskiej przestrzeni roku 2015. Pytanie – jakiej przestrzeni? Przestrzeni państwa, czy społeczeństwa? A może i państwa i społeczeństwa? Prof. Leszek Balcerowicz w opowieści biograficznej, w rozmowie z Martą Stremecką, pt. „Balcerowicz. Trzeba się bić” (Warszawa, 2014 r.) powiedział między innymi „U niektórych etatystów następuje przenoszenie doświadczenia z poziomu małej grupy na całe społeczeństwo. Oni uważają, że państwo powinno funkcjonować jak jedna wielka wspólnota. To jest absurd wywołujący antyrynkowe nastawienia. (…) Poza tym ludzie często utożsamiają społeczeństwo z państwem, a to rażący błąd. Państwo to jest aparat organizacyjny na określonym terytorium, który odróżnia się od innych organizacji tym, że ma monopol na legalne stosowanie przemocy. Państwo to politycy, urzędnicy i funkcjonariusze. Im więcej państwa w społeczeństwie, tym większy udział tych kategorii w całej ludności (…) M. Stremecka: „Politycy lubią mówić o „silnym państwie”. L. Balcerowicz: „Ale czy oznacza ono takie, gdzie politycy rządzą w gospodarce za pomocą własności państwowej i „dużej pały” (czyli arbitralnego używania różnych służb), czy takie, gdzie ludzie mają dużo wolności w ramach praworządności? Nurt etatystyczny jest silny wszędzie, nawet w Stanach Zjednoczonych. Tylko tam jest też nurt przeciwny – obywatelski, wolnościowy.” (s. 299-300).

Oczywiście poglądy prof. Leszka Balcerowicza dla wielu środowisk nie muszą być przekonujące. Posłużmy się, w takim razie, innym przykładem. W 2015 roku ukazała się książka pod red. dr hab. Małgorzaty Boguni-Borowskiej pt. „Fundamenty dobrego społeczeństwa. Wartości”. Jest to zbiór rozważań czołówki polskich socjologów. Refleksja nad kondycją społeczeństw, w których przyszło nam żyć. Autorów publikacji interesują przede wszystkim wartości budujące zgodę, a nie spór, dialog, a nie monolog; raczej współpraca niż jej brak. Dostrzegają także fakt, że współcześnie coraz częściej życie społeczne i relacje ludzkie opierają się na antywartościach. Każda wartość ma swoją antytezę – antywartość. Życie społeczne oparte na antywartościach przestaje być życiem społecznym wspólnoty. Globalizacja, procesy konsumpcyjne, negocjowanie historii, reinterpretowanie przeszłości, zanik jednolitej narracji, hegemonia wartości ekonomicznych i rynkowych, osłabienie znaczenia religii stanowią najpoważniejsze czynniki sprzyjające rozpadowi wspólnoty i chaosowi aksjonormatywnemu, czyli anomii. Stan anomii rodzi lęki, obawy i frustracje ludzi, którzy tracą poczucie bezpieczeństwa i sensu wykonywanych przez siebie działań. Stara struktura wydaje się tracić moc, a nowa nie jest jeszcze wykształcona. W takich warunkach negocjacjom poddawane są społeczne fundamenty, na których opiera się społeczeństwo. Sprawdza się czy istnieje kompatybilność pomiędzy tym, co wspólnotowe, a tym co instytucjonalne. Czy te dwa wymiary: communitas i societas, się do siebie zbliżają, czy też się rozmijają. Społeczeństwo to zarówno communitas, jak i societas. Wspólnota communitas wyraża wartości, czyli wszystko to, co łączy ludzi w wymiarze symbolicznym i kulturowym. Natomiast societas wyraża się w strukturze i instytucjach, czyli wszystkim tym, co spaja ludzi i organizuje im życie w wymiarze formalnym (M. Bogunia-Borowska 2015r., s 16).

Zostańmy jeszcze przez chwilę przy rozważaniach dr hab. Małgorzaty Boguni-Borowskiej z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zdaniem socjolożki, nadrabianie zaległości cywilizacyjnych dawało Polakom sens życia. Ta formuła i motywacja powoli ulegają wyczerpaniu. Pojawia się refleksja i poszukiwanie celów ideologicznych i pozamaterialnych. Wskazuje, że ludzie chcą żyć po coś. Widzieć sens w czymś większym niż ich własne życie. Chcą brać udział w czymś istotnym.

Co ciekawe, istnieją takie społeczeństwa, które nigdy nie nauczyły się żyć poza wielką ideą. Bez wielkiej idei są bezradne i pozbawione mocy. M. Bogunia-Borowska odwołuje się do twórczości białoruskiej pisarki i dziennikarki Swietłany Aleksijewicz, która przemierza obszar byłego Związku Radzieckiego i bada jego społeczeństwa. Przeprowadza rozmowy z Białorusinami, Turkmenami, Ukraińcami, Kazachami, przedstawicielami świata zdominowanego przez państwo, które stanowiło drogowskaz w życiu publicznym i prywatnym. Aleksijewicz opisuje członków tych społeczeństw jako osoby niebędące w stanie żyć bez wielkiej idei. Żyć po prostu zwykłym codziennym życiem. Tworzyć dobre i przyjazne wspólnoty oparte na wartościach społecznych, w których nie trzeba walczyć, ale budować i współpracować. Zobacz więcej

Powoli zbliżamy się do miejsca w polskiej przestrzeni społecznej, w którym osadzony jest uniwersytet klasyczny. Przy okazji może okazać się, że nie mamy do czynienia z żadnym kryzysem humanistyki. Ta ma się bardzo dobrze. Gorzej z otoczeniem, w którym przyszło jej funkcjonować.

Prof. Leszek Balcerowicz mówi, wracając do wcześniejszego cytatu, o tym, że ludzie często utożsamiają społeczeństwo z państwem, a to rażący błąd. Zdaniem profesora, państwo to jest aparat organizacyjny na określonym terytorium, który odróżnia się od innych organizacji tym, że ma monopol na legalne stosowanie przemocy. Państwo to politycy, urzędnicy i funkcjonariusze. Im więcej państwa w społeczeństwie, tym większy udział tych kategorii w całej ludności. Natomiast dr hab. Małgorzata Bogunia-Borowska wskazuje na istnienie dwóch typów wspólnot. Wspólnoty wielkiej sprawy i wspólnoty wielkiej codzienności. Społeczeństwo tego pierwszego rodzaju organizuje się wokół niebanalnej i wielkiej idei, której realizacja może się odbywać tylko na wielką skalę i z zaangażowaniem wszystkich członków. W przypadku wspólnot drugiego rodzaju mamy do czynienia z banalnością mozolnie budowanej, dobrej codzienności w relacjach z bliskimi, sąsiadami, instytucjami i innymi obywatelami. Ta druga wersja jest mniej spektakularna, ale także mniej teatralna. Bardziej angażuje wszystkich członków w tworzenie wspólnego dobra w codziennych obszarach ludzkiej egzystencji. Unika patosu i wzniosłości na rzecz zwykłego, ale wartościowego życia w jego wielu kontekstach i wymiarach. Znaczenie wspólnoty wielkiej codzienności jest nie mniej ważne od znaczenia wspólnoty wielkiej sprawy. W polskiej tradycji są one łączone z romantyzmem i pozytywizmem. Wspólnota koncentruje się wokół wielkiej idei, by w kolejnej fazie angażować członków wspólnoty pozytywistycznej pracy na jej rzecz. Zdaniem socjolożki, jednym z największych wyzwań wydaje się to, aby owe wspólnoty obu typów zaistniały w tym samym czasie. Aby mieć ważną i stabilną ideę, która wyzwala energię społeczną do działania, przy jednoczesnym praktycznym i systematycznym wysiłku wykonywanym każdego dnia przez jej członków. Aby łączyć myślenie ideowe z praktycznym działaniem (M. Bogunia-Borowska 2015 r., s. 19).

DSC_2565

Uniwersytet jak latarnia morska
Skoro mówimy o jednym z najważniejszych wyzwań, którym może stać się zaistnienie wspólnoty wielkiej sprawy i wspólnoty wielkiej codzienności w tym samym czasie, to uniwersytet klasyczny, taki z filozofią i wydziałem prawa i administracji, staje się właściwym miejscem do realizacji tego wyzwania. Oprócz idei i praktycznego działania jest tutaj, powinna być, wolność, praca naukowa, kształcenie ludzi aspirujących do bycia elitami państwa, kształcenie, które pozwala zamienić niemal każdy spór we współdziałanie. Generuje wszystko co jest potrzebne do wzmacniania dialogu w przestrzeni społecznej. Zarówno w wymiarze communitas, jak i societas. Jeśli poważnie myślimy o przyszłości Polski, jako wielkiej sprawy i przyszłości Polski, jako wielkiej codzienności powinniśmy przestać „reformować reformy”, tylko skoncentrować się na polityce względem uczelni wyższych odpowiadającej gospodarowaniu obrazowo latarniami morskimi. Każda uniwersytecka latarnia (nie mylić z latarniami ulicznymi) identyfikowana jest na podstawie unikatowej charakterystyki światła. Jest dokładnie opisana w locjach i spisach świateł. Dodatkowo możemy je rozpoznawać na podstawie wyglądu, kształtu konstrukcji, koloru wieży.

Wyobraźmy sobie uniwersytety klasyczne rozmieszczone równomiernie na terenie całego kraju. Każdy jest unikatową latarnią. Osadzone są na gruncie wspólnoty wielkiej codzienności. Graficznie, zamiast nieba, górna ich część łączy się ze wspólnotą wielkiej sprawy, na tym poziomie funkcjonuje też państwo jako forma organizacji wraz z politykami, urzędnikami i funkcjonariuszami. Uniwersytecka latarnia pełni też wyjątkową i przypisaną tylko sobie rolę. Kształci „nawigatorów” z jednej i drugiej rzeczywistości – communitas i societas. W górnej i dolnej części latarni są drzwi, w środku schody i sale. Można się swobodnie przemieszczać, spierać, odkrywać i kształcić. Państwo, jako forma organizacji, łoży pieniądze na utrzymanie infrastruktury tejże wyjątkowej budowli. Z tą uwagą, że przedstawiciele communitas i societas wewnątrz latarni mają takie same prawa. Za bieżącą działalność i przygotowanie „nawigatorów” – elit odpowiadają latarnicy – mistrzowie. Nie mylić z ukształtowaną w ostatnich latach grupą profesorów – zarządców.

Skąd porównanie uniwersytetów do latarni morskich? W ten sposób łatwo wykazać błędne założenia kolejnych rządów, ministrów nauki i szkolnictwa wyższego, a także profesury decydującej o kierunkach rozwoju uczelni. Wizja uniwersytetów tzw. flagowych czy ośrodków wiodących jest, w ocenie autora tekstu, nawiązując do gospodarki morskiej, jedynie taką a nie inną ofertą tego czy innego portu handlowego. Utrzymanie znaków nawigacyjnych, kształcenie nawigatorów, ważnych dla rozwoju społeczeństwa to oddzielny temat. Uniwersytetu klasycznego z wydziałem prawa i administracji nie uda się w tym miejscu niczym zastąpić. Czy osłabianie Uniwersytetu Szczecińskiego kosztem na przykład Uniwersytetu Warszawskiego spowoduje, że żegluga będzie bezpieczna? Nie. Problemem są dziś ludzie zarządzający uniwersytetami, ci, którzy uważają się za latarników. Nie dbają o lampy nawigacyjne i właściwy sygnał. W efekcie źle kształcimy nawigatorów, a dla tych, którzy funkcjonują w przestrzeni społecznej, często stanowimy przeszkodę. Rolą państwa jest dbanie o to, aby zapisy w locjach i spisach świateł odpowiadały rzeczywistości. Latarnię morską łatwo jest osadzić w rzeczywistości, w której morskie fale zastąpimy rzeczywistością społeczną w wymiarze regionalnym, krajowym i globalnym. W każdym wymiarze ludzkiej aktywności. Latarnia, w powyższym szkicu, służy nawigatorom z communitas i societas do prowadzenia bezpiecznej żeglugi, a w szczególności do określenia pozycji własnej statku. Latarnia jest zarazem uniwersytetem. Przygotowuje do samodzielnej żeglugi. Przygotowuje do życia w wolności, praworządności. Wzmacnia w wychowankach poczucie odpowiedzialności. Oczywiście, uniwersyteckie latarnie nie są jedynymi znakami nawigacyjnymi w naszej przestrzeni. Są także kościoły, organizacje, media itd.

Podsumowując. Człowiek wykształcony na uniwersytecie klasycznym, według przedstawionego powyżej modelu, który opiera się na trzech filarach: nauce, dydaktyce i wspólnocie, jest przygotowany do funkcjonowania i kształtowania przestrzeni, którą chce wspierać rząd. Dopiero na tym etapie, a więc poza szkolnictwem wyższym, nastąpi skonsumowanie wytworzonego przez uniwersytety klasyczne, z filozofią i wydziałami prawa i administracji, tzw. kapitału społecznego. Dopiero na tym etapie mowa jest o innowacyjności i rozbudowie tzw. portów handlowych z tzw. okrętami flagowymi i ośrodkami wiodącymi. Tu kupię zboże, tam przewiozę rudę żelaza, a tam załaduję nowoczesne maszyny.

CZĘŚĆ DRUGA

Dialog z ministrem i interes publiczny
Wspólnota w wymiarze societas. Przykład. „Spotkanie z min. Jarosławem Gowinem (ministrem nauki i szkolnictwa wyższego) ma za sobą prof. Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. To organizacja zrzeszająca rektorów 107 uczelni, które mają uprawnienia do nadawania co najmniej stopnia doktora. – Pan minister z życzliwą otwartością przyjmował nasze postulaty i jest otwarty na dialog, a to pozwala mieć nadzieję na dobrą współpracę. Ważne jest też to, że do spotkania doszło bardzo szybko po objęciu stanowiska – podkreśla prof. Banyś”. Zobacz więcej Dziennik Polski (27.11.2015 r.)

Aktywność prof. Wiesława Banysia w wymiarze societas jest uzasadniona. Jak wygląda aktywność rektora w wymiarze communitas? Chodzi o dostęp do informacji publicznej, a dokładniej do protokołów z posiedzeń Senatu Uniwersytetu Śląskiego. Najpierw dyrektor Gabinetu Rektora Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach dr Magdalena Ochwat przesłała, 21 kwietnia 2015 roku, informację, że w związku z dużym zakresem materiału wskazanym we wniosku o udostępnienie informacji publicznej protokoły z posiedzeń Senatu Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach zostaną udostępnione w terminie do 31 maja 2015 roku. Po czym z otwartości Uniwersytetu Śląskiego, o której mowa w piśmie Jego Magnificencji Rektora Uniwersytetu Śląskiego, prof. zw. dr. hab. Wiesława Banysia z 27 kwietnia 2015 roku, pozostało jedynie rozczarowanie. Rektor wzywa do wykazania powodów, dla których spełnienie żądania udostępnienia informacji publicznej przetworzonej jest szczególnie istotne dla interesu publicznego… (Więcej) Jawność jest ważna dla rozwoju wspólnoty w wymiarze communitas. Czy to jest wystarczający powód? Z udostępnieniem protokołów nie miały problemów między innymi Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Szczeciński (po pewnych przejściach), Uniwersytet Gdański, Uniwersytet Wrocławski, Uniwersytet Jagielloński czy Uniwersytet w Białymstoku.

Nauka i wolność
Dowód na to, że tworzenie „okrętów flagowych” wśród szkół wyższych nie może być kierunkiem wiodącym w reformowaniu czegokolwiek i kogokolwiek. Fragment wywiadu Małgorzaty Remisiewicz z Olgą Malinkiewicz, fizyk, która wniosła znaczący wkład w rozwój ogniw słonecznych na bazie perowskitów, współzałożyciela Saule Sp. z o.o. (Źródło: Portal natemat.pl, 10.2015 r.):

W komentarzach pod tekstami o perowskitach pojawiały się gorzkie słowa, że szczęśliwie prowadziła Pani badania poza granicami Polski…
… bo tu ktoś inny przypisałby sobie ten sukces. Serce mi się łamało, gdy to czytałam. W Walencji było oczywiste, że pierwszym autorem publikacji jest ten, kto się najbardziej naharował. W Polsce zaś powszechnie akceptowane jest to, że wszyscy pracują na konto osoby z najwyższym tytułem czy wiekiem. Nigdzie na świecie nie spotkałam się z dyskryminacją ze względu na płeć czy wiek – w Polsce jestem „dziewczynką, której się udało”. W systemie feudalnym nie ma szans na rozwój innowacji, nawet największy zapał i entuzjazm prędzej czy później rozbije się o tę feudalną ścianę. Dlaczego tak trudno przebija się u nas myśl, że najlepszą rekomendacją dla profesora jest liczba i jakość naukowców, którzy wyszli spod jego skrzydeł?

Nie wróci Pani nigdy na polską uczelnię?
Nie, ale głęboko wierzę, że naturalnym etapem w rozwoju naszej firmy będzie utworzenie kiedyś jednostki badawczej, w której najlepsi naukowcy z całego świata będą mogli rozwijać się na partnerskich zasadach. Już dziś otrzymujemy CV z całego świata – fantastyczni ludzie są gotowi w jeden dzień spakować walizki i przylecieć do Wrocławia. Czyż nie jest to dowód na to, że nauka może i powinna być polskim znakiem rozpoznawczym na świecie? (Więcej)

Przykład drugi. Odkrycie Olgi Malinkiewicz porównywane jest do sukcesu, jakim okazał się polski grafen. Problem w tym, że w przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej pytań dotyczących gospodarczego wykorzystania tej technologii. Jedną z barier na drodze rozwoju branży grafenowej w Polsce, oprócz pieniędzy, jest brak kapitału społecznego i odpowiedniego wsparcia innowacji. (Więcej).

Praworządność
Fragment z prawomocnego wyroku Sądu Okręgowego w Szczecinie VI Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych wydanego w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej (21 sierpnia 2015 r., sygn. akt VI Pa 53/15). Sprawa z powództwa dr Izabeli Gawłowicz przeciwko Uniwersytetowi Szczecińskiemu:

„Wypowiadając powódce umowę o pracę strona pozwana nie działała w sytuacji nadzwyczajnej, w której zmuszona byłaby do szybkiego i bezwzględnego zareagowania na określone działanie ze strony I. G. Mimo to, wiedząc o tym, że powódka jest objęta szczególną ochroną przed rozwiązaniem stosunku pracy (okoliczność ta była w toku procesu bezsporna), pozwana zdecydowała się zignorować obowiązujące w tym zakresie normy prawne. Tymczasem zwłaszcza od pracodawcy będącego uczelnią wyższą, którego zadaniem, stosownie do treści przepisu art. 4 ust. 3 ustawy z dnia 27 lipca 2005 roku – Prawo o szkolnictwie wyższym (tekst jednolity: DzU z 2012 r., poz. 572 z późn. zm), jest pełnienie misji odkrywania i przekazywania prawdy poprzez prowadzenie badań i kształcenie studentów, i który stanowi integralną część narodowego systemu edukacji i nauki, należałoby oczekiwać wyższej niż od innych pracodawców staranności. Jeśli więc w toku niniejszego procesu można byłoby przypisać którejś z jego stron postępowanie niezgodne z zasadami współżycia społecznego, to właśnie pozwanemu, który działając z pełną świadomością tego, co czyni, złamał prawo.” (Więcej)

Czy to, co stało się na Uniwersytecie Szczecińskim sprawiło, że z funkcji kierowniczych zrezygnowali rektor oraz dziekan Wydziału Prawa i Administracji zaangażowany w sprawę? Nie. Ponieważ nie ma na Uniwersytecie Szczecińskim praktycznie nikogo, kto mógłby stać na straży zasad obowiązujących wspólnotę. Dlaczego? Ponieważ ta nie funkcjonuje. Łamanie prawa staje się tym samym, dla ludzi związanych z uczelnią, normą. Mówimy o sytuacji patologicznej dotyczącej profesorów, niesamodzielnych pracowników naukowych, pracowników administracji i studentów. Nie zapominajmy o oddziaływaniu Uniwersytetu na otoczenie. O jakich elitach i kapitale społecznym możemy, w tym przypadku, mówić? Powyższy przykład jest jednym z wielu wskazujących na poważne problemy w miejscu, które jest szczególnie ważne dla państwa, regionu i społeczeństwa. Mało tego, jest utrzymywane ze środków publicznych. Oczywiście pamiętamy o autonomii, ale ona nie może być usprawiedliwieniem dla patologii.

Przypomnijmy. Skoro mówimy o jednym z najważniejszych wyzwań, którym może stać się zaistnienie wspólnoty wielkiej sprawy i wspólnoty wielkiej codzienności w tym samym czasie, to uniwersytet klasyczny, taki z filozofią i wydziałem prawa i administracji, staje się właściwym dla realizacji tego wyzwania miejscem. Oprócz idei i praktycznego działania jest tutaj, powinna być, wolność, praca naukowa, kształcenie ludzi aspirujących do bycia elitami państwa, kształcenie, które pozwala zamienić niemal każdy spór we współdziałanie. Generuje wszystko co jest potrzebne do wzmacniania dialogu w przestrzeni społecznej. Zarówno w wymiarze communitas, jak i societas. Jeśli poważnie myślimy o przyszłości Polski, jako wielkiej sprawy i przyszłości Polski, jako wielkiej codzienności powinniśmy przestać „reformować reformy”.

Klimat zaufania, czy licytacja siły?
Jeden ze specjalistów w zakresie problematyki pracy oraz dialogu społecznego, prof. dr hab. Juliusz Gardawski ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, wyraził pogląd, że dla pomyślnego rozwoju dialogu nie wystarczy nawet imponująco rozbudowana infrastruktura, ale niezbędna jest kultura dialogu, na którą składa się m.in. tworzenie klimatu zaufania, dotrzymywanie umów i danego słowa oraz odejście od redukowania negocjacji do licytacji siły. (Więcej na stronie Pracodawcy.pl)

Uniwersyteckie studium przypadku z „klimatu zaufania”. 1 września 2012 roku rozpoczęły pracę nowe władze Uniwersytetu Szczecińskiego (kadencja 2012-2016). W trakcie posiedzenia Senatu US 25 października 2012 roku dr hab. prof. US Zbigniew Kuniewicz, dziekan Wydziału Prawa i Administracji US, powiedział między innymi (za: protokołem z posiedzenia Senatu US w dn. 25.10.2012 r.: „Związki zawodowe nie uczestniczą w działaniach, których realizacja może powodować określone skutki, jak też ich działalność nie jest związana z ponoszeniem odpowiedzialności za funkcjonowanie Uczelni.” „Głos zabrał dziekan W. Tarczyński (dop. był rektorem Uniwersytetu Szczecińskiego dwie poprzednie kadencje, wcześniej prorektorem ds. nauki), który przypomniał, że decyzją władz rektorskich i dziekańskich minionej kadencji przedstawiciele związków zawodowych zostali wyłączeni ze składu spotkań konsultacyjnych (dop. spotkań władz rektorskich, dziekańskich, kanclerza i kwestora). W sprawie roli związków zawodowych w Uczelni podzielił stanowisko wyrażone przez dziekana Z. Kuniewicza.” (…) „Głos zabrał dziekan P. Krasoń (dop. Wydział Matematyczno-Fizyczny), który powiedział, że popiera wypowiedzi przedmówców. Nie może być tak, że ktoś przysłuchuje się, obserwuje, kontestuje i nie ponosi odpowiedzialności. Musi być szczera rozmowa, w momencie gdy jest dużo osób obarczonych odpowiedzialnością, ta odpowiedzialność się rozmywa. Dziekan dodał też, że liczniejszy skład jakiejkolwiek komisji źle wpływa na przebieg jej pracy.” „JM Rektor zarządził głosowanie nad wnioskiem przedstawionym przez dziekana Z. Kuniewicza w sprawie niewłączania w skład Komisji ds. Budżetu i Finansów przedstawicieli związków zawodowych. W głosowaniu jawnym oddano głosów, w tym: 50 na TAK, 0 na NIE, 12 wstrzymujących się.” Tego dnia z prac Komisji ds. Budżetu i Finansów Wysoki Senat wyłączył także Uczelnianą Radę Samorządu Studenckiego Uniwersytetu Szczecińskiego.

Zamiast budować klimat zaufania Uniwersytet Szczeciński zaczyna przegrywać kolejne sprawy w sądach. Uzasadnienia wyroków stają się obrazem pracodawcy, który działał z pozycji licytacji siły. Dzieje się tak w przypadku indywidualnych spraw pracowniczych (np. sprawa p. Jacka Kłonowskiego: teksty pierwszy, drugi i trzeci).

Koniec rządów profesorów
Rolą uniwersytetu klasycznego jest dziś budowanie klimatu zaufania. W uczelni i w jej otoczeniu. To nie humaniści są w kryzysie, tylko, ci którzy zarządzają uczelniami, nauką i szkolnictwem wyższym. W ogromnym kryzysie jest społeczeństwo. Tym samym naszym obowiązkiem, humanistów, staje się walka o uniwersytet, o demokrację, wolność w praworządności. Ponieważ to nie współczesne partie zmienią Polskę, tylko uniwersytety, a dokładniej jakość dialogu generowanego w przestrzeni akademickiej. Z niego powstanie tzw. kapitał społeczny, a w efekcie działalności konkretnych ludzi – mistrzów innowacyjności. Między innymi po to pracujemy nad „Paktem dla Uniwersytetu Szczecińskiego”. Dokumentem zawierającym postulaty i propozycje rozwiązań, które spowodują szereg ważnych zmian wspierających rozwój naszej społeczności akademickiej, naszego miasta, regionu i wreszcie kraju. W centrum jest jednak konkretny człowiek. To w nim należy rozwijać odpowiedzialność. Bez niej nie ma wolności w praworządności. Do współpracy przy pisaniu „Pakietu dla US” zostaną zaproszeni wszyscy zainteresowani: od studentów, poprzez pracowników naukowych, pracowników administracji, profesorów, absolwentów, polityków, urzędników, społeczników, przedsiębiorców, nauczycieli, dziennikarzy… i nikt nie zamierza pytać o zgodę władze uczelni. Są zaproszone do współpracy.

Autonomia uniwersytetu jest nierozerwalnie związana z klimatem zaufania. Tak jak, zdaniem Olgi Malinkiewicz, innowacyjność wynika z zapału i entuzjazmu konkretnych ludzi, a nie systemu finansowania czy organizacji. Kluczem do sukcesu i rozwoju Polski staje się uniwersytet klasyczny zarządzany przez społeczność akademicką na podstawie dialogu, a nie twór zarządzany przez korporację profesorską. Uniwersytet, w którym dobrze czuje się cała społeczność akademicka, uniwersytet, który jest także odpowiedzialny za swoje otoczenie nazywamy Uniwersytetem solidarności (solidarności przez małe „s” – międzyludzkiej). Taki uniwersytet ma ważne miejsce w kreowaniu dialogu autonomicznego (pracodawcy – pracobiorcy) poszerzonego o samorząd terytorialny, organizacje pozarządowe i uczelnie. Za tego typu działanie powinien być rozliczany. Działanie tego typu powinno być punktowane w ramach algorytmu decydującego o wysokości dotacji. Stabilność finansowania uniwersytetu winna być uzależniona od jakości aktywności na rzecz wspólnoty wielkiej codzienności, co w efekcie przełoży się na jakość funkcjonowania państwa. Wzmocni je, bo to jest niezmiernie ważne w dobie globalizacji i budowy społeczeństwa informacyjnego (sieciowego). Państwo instytucjonalne, stanowione przez nie prawo, jest w stanie zachować swoje oddziaływanie dzięki uniwersytetom.

Podsumowując. Skoro polski rząd zamierza koncentrować się na wyłanianiu ośrodków wiodących i obszarów nauk stosowanych, to niech ma na względzie, że ktoś do tych wyjątkowych nabrzeży musi bezpiecznie dopłynąć. Rząd odpowiada tylko za bezpieczeństwo żeglugi, w tym utrzymanie latarni, aktualizacje locji i spisy świateł.

DSC_2564

Sebastian Sahajdak
Szczecin, 1.12.2015 r.

Fot. Sah